Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? A jednak. Pewien awanturnik z hrabstwa Carlow, niejaki Michael Keogh, miał prawdopodobnie zasadniczy wpływ na przebieg historii współczesnego świata. Uratował on na początku XX wieku życie dwóm ludziom. Jeden z nich zwał się Adolf Hitler.
Michael pochodził z rodziny poszukiwaczy przygód i awanturników: jego przodkowie brali udział w rebeliach na Wyspach i za oceanem już w XVIII wieku. Toteż nikt się nie dziwił w rodzinnym Tullow, kiedy 16-latek postanowił w 1907 roku wyruszyć do Ameryki w poszukiwaniu chwały i guza. Zaciągnął się do amerykańskich oddziałów i wkrótce już walczył z meksykańskimi rebeliantami w Teksasie. Został niegroźnie ranny i musiał wracać do rodzinnej irlandzkiej wioski. Dusza poszukiwacza przygód nie pozwoliła mu zagrzać miejsca w sennym Carlow – wkrótce był już szeregowcem w irlandzkich oddziałach armii brytyjskiej. Pyskaty młodzieniec o skrajnie republikańskich poglądach spędził wiele miesięcy w karcerze za pouczanie przełożonych i nieposłuszeństwo. Keogh miał jednak mocne postanowienie zapisać się w historii z powodu swoich umiejętności bitewnych, nie politycznych, toteż wkrótce już babrał się w błotnistych okopach na froncie, by niedługo potem wylądować w obozie jenieckim Niemców. Za cenę wolności został namówiony do przewodzenia irlandzkiej brygadzie walczącej po niemieckiej stronie, którą to propozycję przyjął z ochotą – w końcu walka to walka, nieważne, pod czyim sztandarem. Wkótce doczekał się awansu i, po zakończeniu I Wojny Światowej, osiadł w Monachium.
Pewnego dnia Michael, pełniący służbę oficera dowodzącego w barakach wojskowych, został wezwany do burdy w sali gimnastycznej. Zastał tam grupę kilkudziesięciu osób, próbujących zakatować dwóch półżywych już młodzieńców. Szybka interwencja oficera oraz lekarzy uratowała im życie, które wisiało na przysłowiowym włosku kilka minut wcześniej. Jeden z ocalonych nazywał się Adolf Hitler.
Michael Keogh całe swoje późniejsze życie zastanawiał się, co by było, gdyby. Gdyby dotarł na miejsce bójki kilka minut później. Gdyby nie było pod ręką lekarza. Gdyby nie uratował życia największemu, jak się wkrótce okazało, zbrodniarzowi w historii ludzkości. Zmarł w latach 60-tych, zapewne mając nadzieję na odpowiedź w zaświatach.
Autor artykułu w The Independent z 15 marca, Damian Corless, zauważa trafnie: ,,W filmie o tematyce II Wojny Światowej, zatytułowanym Lista Schindlera, jest taka zapadająca w pamięć scena, kiedy wdzięczni za ocalenie życia Żydzi dziękują swojemu przełożonemu, Naziście, słowami: 'Kto uratował jedno życie, uratował świat.' Ale co, jeśli ratując to jedno życie, pośrednio pogrążyłeś świat w najgorszym horrorze wszech czasów?’’. Zainteresowani mogą spróbować poszukać odpowiedzi w filmie dokumentalnym na powyższy temat, 2 kwietnia, w RTÉ.
